Staś
- Modliłaś się.- powiedziałem. Widziałem w jej oczach złość, ale zarumienione policzki wydały ją.
- No i?- warknęła.
- Naprawdę mogłaś się lepiej postarać, w końcu rozmawiałaś ze mną!- zaśmiałem się i zamknąłem okno za sobą.
Jej mały kremowy pokoik był naprawdę przytulny. Czarne czaszki wymalowane na ścianach sprawiały, że dziwnie się czułem, ale mimo wszystko ciepły brąz szafy przy białych drzwiach po lewej stronie od okna oraz kilka szafeczek w tym samym odcieniu sprawiały, że mógłbym tu zamieszkać. Zauważyłem za Anną łóżko, na którym była porozwalana pościel.
- Spałaś?-spytałem. Usiadła na łoże i złapała się za głowę.
- Daj mi spokój.- powiedziała to tak chłodno, że pomyślałem by domknąć okno, które było już zamknięte, więc nie miało to same. Prawie tak jak wszystko co mówię, ale to już pomińmy.
- Ej...- szepnąłem i ukucnąłem przed nią.
- Dlaczego tak się mnie uczepiłeś?!- krzyknęła, po czym umilkła i zasłoniła sobie usta. Kątem oka zerkała na drzwi, widocznie rodzice byli w domu.
- Naprawdę chcesz o mnie zapomnieć?- zadałem pytanie będąc jak najbardziej poważny.
- Tak! Czy to nie jest oczywiste? Przyczepiłeś się mnie jak rzep psiego ogona!- wstała i podeszła do drzwi.
- Anna...- zacząłem, ale ona już otworzyła drzwi.
- Proszę, ostatnia sekunda.- poprosiłem, podniosłem się.
- Czego chcesz jeszcze? Modliłam się, masz to spełnić. W końcu jesteś Bogiem!- mówiła z pogardą w głosie. Bolało mnie to. Jednak nie dałem sobie poznać po sobie. Zerknęła na mnie przez ramię. Zmarszczyła brwi.
- Mogę cię nazwać swoją przyjaciółką?- spytałem z wymuszonym uśmiechem. Prychnęła.
- Ledwie mnie znasz. Lepiej jeżeli zapomnisz o mnie jak ja o tobie.- powiedziała spokojniej. Nie wierzyłem, że to ta sama osoba, którą spotkałem w lesie. To nie ta dziewczyna, która w każdym zdaniu mnie obrażała. To nie ta dziewczyna, którą niosłem. To była prawdziwa Anna.
- Przepraszam, że zabrałem ci czas. - wyszeptałem. Czułem, że zaraz się popłaczę, ale powstrzymałem się. Nie czas na smutek i płacz, w tym momencie umiera zbyt wielu ludzi niepotrzebną śmiercią, a ja muszę się tym zająć. Podszedłem do okna i otworzyłem je, a ostatnimi słowami, które usłyszałem było:
- Głupi bożek...-
Uśmiechnąłem się pod nosem.
Anna
Siedziałam w parku paląc papierosa. Liście spadały z drzew, ale wiatr wciąż nie dawał im spokoju.
- Upierdliwy...- mruknęłam do siebie. Za chwilę miała przyjść moja znajoma, ale znając ją spóźni się minimum piętnaście minut. Nigdy nie była punktualna, nie ważne czy to była szkoła czy spotkanie paczki. Rozejrzałam się. Było po szesnastej, a więc ludzie przechodzili tu co jakiś czas.
Zobaczyłam biegnąca postać z czerwonymi włosami, która kurczowo trzymała swoją czapkę z napisem "#STAR". Miała na sobie brązową, skórzaną kurtkę do bioder, czarną sukienkę, białe rajstopy i czarne glany. Zawsze lubiłam się śmiać z jej strojów, ale mimo wszystko naprawdę wszystko jej pasowała. Zazdrościłam jej tego. Gdy dobiegła do mnie zdyszana rzuciła się na ławkę zabierając mi papierosa.
- Robię postępy.- oznajmiła.
- Mogłabyś się bardziej postarać. Nudziło mi się.- zaczęłam narzekać. Uśmiechnęła się szeroko. W jej zielonych oczach widać było wielkie rozbawienie, a na policzkach widać było czerwone rumieńce, co rozbawiło mnie do tego stopnia, że wybuchłam śmiechem.
- Z czego rżysz?- spytała.
- Ah... nie ważne. Lecimy?-
- Już? Aniu...- Jej oczy zrobił się wielkie jak pięć złoty.
- Inga, ja nie mam zamiaru spóźniać się z tobą.- mruknęłam i wstała podając jej rękę. Poczułam lekki ból w ramieniu. Widoczne ślady po... po czym? Nie mogłam sobie przypomnieć, lecz drążenie tego tematu sprawiało, że głowa mi pulsowała.
- Co jest?- zmartwiła się Inga.
- Nie mów, że się o mnie martwisz.- zaśmiałam się, ale gdy dziewczyna się nie uspokoiła. - Po prostu... boli mnie głowa.-
- Wytrzymasz, nie?-
- Oczywiście, że tak!- Byłam tego pewna, lecz w moim sercu ciągle coś chciało drążyć temat bólu w ramieniu.
Gdy odwróciłam się, by ruszyć zobaczyłam przed sobą postać ubraną w szary płaszcz. Na głowie miał kaptur, ale nadal widziałam szeroki uśmiech. Najprawdopodobniej był to chłopak.
- Anka?- Słowa znajomej wyrwały mnie z transu, a obraz postaci znikł wraz z podmuchem wiatru. Duch? Nie, wątpię, nie wierzę w takie rzeczy. Znalazłam nowy cel? Najwidoczniej tak. Muszę go poznać, mimo że rozum pragnie czegoś innego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz