Muzyczka :3

niedziela, 9 listopada 2014

Część 2. Malujący Bóg poznaje straszną czarownicę

Anna 
   Nie potrafiłam wytłumaczyć mojego zachowania. Zamiast upartej i zimnej dziewczyny, którą byłam pojawiła się dziewczynka, która ufa pierwszemu lepszemu gwałcicielowi. Jednak uczucie spokoju i bezpieczeństwa ciągle siedziało w moim sercu. Zagadkowe zachowanie chłopaka irytowało mnie, ale wciąż chciałam go poznać lepiej i dowiedzieć się o nim więcej. Najprawdopodobniej jest chory psychicznie, gdyż twierdzi, że jest Bogiem, a do tego spada w lesie na bezbronną dziewczynę z drzewa. Wszystko utwierdzało mnie w przekonaniu, że jest on przestępcą. 
   Otworzyłam oczy, otarłam je delikatnie wierzchem dłoni. Cicho mruknęłam. Było mi tak ciepło i przyjemnie, a zapach miodu pomieszanego z farbami tylko wprowadzał mnie w kolejny sen.
- Ocknęłaś się?- usłyszałam dziecięcy głos. Popatrzyłam mu w szare oczy, w których można by dostrzec pochmurne niebo. Jego lekko kręcone włosy były czarne jak smoła.
- Nic ze mną nie robiłeś, co bożku?- spytałam marszcząc brwi. Odsunęłam się od niego. Siedzieliśmy przed lasem oparci od ostatnie drzewo niedaleko dróżki. Tylko księżyc i kilka świeczek dawało światło.
- Świeczki... skąd wytrzasnąłeś świeczki?! Chcesz podpalić las, gnoju?!- wrzasnęłam i silnymi wydechami zagaszałam je. 
- Nie zgaszaj ich!- protestował machając rękami na każdą stronę, jakby nie wiedział co z nimi zrobić.
   Pominęłam fakt, że to dziwne, by miał świeczki w takim miejscu i wstałam. Otrzepałam sobie tyłek. Nie kręciło mi się w głowie ani nic, więc można powiedzieć, że nic mi się nie stało. Nie wiedziałam tylko czemu nie dałam rady chodzić, po tym jak Bożek na mnie spadł. Powinnam chyba być poobijana, a nie tylko niesprawna do poruszania się.
- Żegnaj.- powiedziałam i zaczęłam iść w stronę drogi.
- Hej, czekaj!- krzyknął i złapał mnie za rękę. Odwróciłam się do niego.
- Gwałciciel.- warknęłam. Uśmiechnął się szeroko.
- Spotkam cię jeszcze, czarownico?- spytał i wstał. Gdy otrzepywał sobie spodnie powiedziałam:
- Może kiedyś się do ciebie pomodlę.- szepnęłam i teraz zaczęłam biec w stronę drogi tylko po to, by być jak najdalej od niego.
- Będę czekał!-usłyszałam jeszcze, zanim całkowicie światło z oddali nie zgasło.
- Pfff... debil.- mruknęłam jeszcze do siebie.

Staś 
   Widać było, że Anna nie zachowuje się zbytnio naturalnie, za pewne wszystko przez moją naturę. 
- Malujący Bóg, przy którym ludzie czują się bezpiecznie, ale ich umysł nakazuje uważać. Ludzie to dziwne stworzenia.- zaśmiałem się. 
   Ciemność i sen zapanowały nad światem, a głęboką ciszę przerywały moje kroki.Widziałem prawie każdą rzecz dokładnie, a więc gdy znalazłem się na środku jakiegoś pola, usiadłem. Z mojego podartego płaszcza, który pierwotnie miał kolor zgniłej zieleni, ale teraz było na nim zbyt wiele plam, by móc stwierdzić barwę, wyciągnąłem małą karteczkę, pędzel i kilka farb. Powoli zaczynałem na niej coś tworzyć, a dokładnie wschodzące słońce.
    Obrazek zajął mi kilka godzin, ale gdy w końcu skończyłem, pocałowałem delikatnie kartkę z rysunkiem. Zgniotłem go w dłoni, po czym wyciągnąłem dłoń na wschód.
- Ja, Bóg kolorów i piękna zmieniam ten wszechświat, by góry stały się różowe, słońce niebieskie, a morze czarne. Niech me dzieło stanie się prawdą. - wypowiedziałem formułkę. Poczułem ciepło w środku pięści, a gdy ją rozluźniłem wiatr uniósł proch. Słońce powoli zaczęło wschodzić, a chmury przybrały różne barwy. Kilka kwiatów zniknęło, a wiatr zerwał liście z drzew. Powoli temperatura się zmieniła, a świat się obudził.
- Dla takich warto żyć.- mruknąłem do siebie i wstałem. 
Anna
   Moi rodzice nawet nie zauważyli mojej nieobecności, co akurat mi wcale nie przeszkadzało. Ciągle w myślach widziałam uśmiech Bożka, gdy nazwałam go gwałcicielem. 
- Skończony idiota...- warknęłam i poszłam się umyć. Gdy się ogarnęłam zaczęło wschodzić słońce. Sięgnęłam po mój telefon, było kilka minut po szóstej.
- Tak wcześnie? Eh...- westchnęłam. Nie miałam budzika ni nic, budziłam się sama z siebie, a godzinę sprawdzałam dopiero później.
- Może w końcu nie spóźnię się na autobus.- stwierdziłam i od razu sobie przypomniałam, że dzisiaj sobota.
- Sobota... I ja tak wcześnie wstałam?!- Wskoczyłam znów pod kołdrę do łóżka. 
   Nadal widziałam przed oczami Stasia. Irytowało mnie to niesamowicie, a nie potrafiłam tego powstrzymać. Podniosłam się i przeżegnałam się.
- Ciesz się...- warknęłam po cichu. Nie bardzo pamiętałam jak się modlić, gdyż już dawno nie chodziłam do kościoła, ani nic, więc zamiast jakieś dziwnej formułki mówiłam własnymi słowami.
- Boże... Bożku, czy kim tam jesteś. Chcę przestać myśleć o pewnym głupim gwałcicielu, bo nie mogę spać. Dzisiaj jest sobota, to nienormalne wstawać przed szóstą. Mam nadzieję, że o nim zapomnę.- skończyłam mówić i położyłam się na plecach.
   Nagle usłyszałam pukanie w okno. Podniosłam się, a to co zobaczyłam zatkało mnie. Na przeciwko łóżka było dość spore okno nad pustym biurkiem. Za szybą widać była szeroki uśmiech Bożka.
- Ty...- warknęłam i zła wróciłam do spania.- To tylko sen!- Niemożliwe było, by wdrapał się na drugie piętro... chyba, że jest Bogiem. Pukanie nie ustępowało, aż w końcu nie wytrzymałam. Dosłownie wyskoczyłam z łóżka i otworzyłam mu te głupie okno. Gdy wchodził chłodny wiatr wkradł się do mojego pokoju wraz z nim.
- Czego chcesz, bożku?- warknęłam. Uśmiechnął się szeroko tak jak wtedy, a ja poczułam jak moje policzki płoną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz