Muzyczka :3

sobota, 18 października 2014

Część 1. Malujący Bóg poznaje straszną Czarownicę

Kiedy jesteś małym dzieckiem, mama usypiając cię, opowiadała ci różne historię. Przed snem wyobrażałeś sobie przygody bohatera z bajki. Zawsze pragnąłeś tak jak on przeżywać walki z złą czarownicą, poznać małą wróżkę lub zaopiekować się jednorożcem. Jednak z wiekiem co raz bardziej zatracasz się w rzeczywistości, zostawiając w przeszłości marzenia. Co by się stało, gdyby to wszystkie wróciło do ciebie? A to wszystko za sprawą Boga.

  Staś
  Szedłem właśnie leśną ścieżką, podziwiając jesienne barwy. Liście spadały wokół mnie, słońce delikatnie je oświetlało przez szpary w drzewach. To był początek tej pory roku, a wszystko zmieniło się nie do poznania. Wyjąłem pędzel z kieszonki i zacząłem dotykać nim zielonych jeszcze liści, każdy z nich robił się czerwony, pomarańczowy, żółty, brązowy, a nawet niektóre miały kilka barw. Zaśmiałem się pod nosem i lekko podniosłem głowę do góry. Na szczycie pewnego drzewa nadal było kilka zielonych liści. Od razu uśmiech znikł z mojej twarzy.
- Eh...- westchnąłem. Podszedłem do drzewa i powoli zacząłem się na niego wspinać. Dobrą stroną mojego małego ciałka było to, że łatwiej było mi się wszędzie dostać. Kiedy już dotarłem, z jednym zamkniętym okiem kolorowałem zielone listki. Serce biło mi jak szalone, mimo mojej nieśmiertelności nadal miałem lęk wysokości. Zabawne, prawda? 
  Usłyszałem kroki. Przestraszony chwyciłem się mocniej drzewa, próbując się ukryć. W końcu uświadomiłem sobie, że ludzie i tak mnie nie widzą. Puknąłem się w czoło co było największym błędem jaki mogłem zrobić w tej chwili. Spadałem z dość dużą prędkością, obijałem się o mniejsze gałązki. Nie potrafiłem tego powstrzymać, więc zerknąłem przerażony w dół. Leciałem na jakąś dziewczyną z papierosem. Miała czarną czapkę, skórzaną kurtkę, blond włosy, a więcej nie potrafiłem dostrzec, ponieważ już wtedy poczułem jej zapach. Był piękny, jednak dym wszystko popsuł. Dziewczyna zaczęła się przewracać, co mnie przestraszyło. Normalnie powinienem przeniknąć przez jej ciało. 
  Kiedy otworzyłem oczy, leżałem na niej. Moja twarz była blisko jej, dlatego szybko się odsunąłem. Nie otwierała oczu.
- O nie... - mruknąłem. To niemożliwe bym ją zabił, ale sam fakt, że ją dotknąłem potwierdzało, że w teraz niemożliwe jest możliwe. Nagle wydała jakiś dziwny jęk. Odskoczyłem od niej. Nie wiedziałem co zrobić, dlatego czekałem aż coś się wydarzy.
- Au...- mruknęła. Miała słodki głosik. Poczułem jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. Zaczęła powoli otwierać oczy, a jej dłoń od razu podparła głowę. 
- Co się do cholery...- zaczęła, aż zobaczyła mnie. Przymknęła oczy. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jesteśmy w lesie, ja klęczę obok niej, gdy ta jest nie przytomna.
- Gwałciciel...- powiedziała i zakryła dłonią usta. Jej śliczne zielono-piwne oczy rozszerzyły się. 
- Nie! To nie tak! - krzyknąłem, odsuwając się od dziewczyny jak najdalej. Wstałem i schowałem się za drzewem dokładnie ją obserwując. Jej drobne ciałko trzęsło się, ale w oczach widać było spokój.
- Co ty zrobiłeś? Chciałeś mnie zabić, przestępco? - warknęła, próbowała się podnieść, ale najwidoczniej ból jej nie pozwolił. Chciałem podejść i pomóc, ale spiorunowała mnie wzrokiem dając mi jednoznacznie do świadomości, że nie chce mojej pomocy.
- Nie jestem przestępcą...- mruknąłem cicho, ale dość by usłyszała.
- Chciałeś mnie zabić! - wrzasnęła płosząc ptaki. Patrzyłem jak unoszą się w górę i lecą jak najdalej. Pragnąłem tego samego.
- Nie chciałem, przyrzekam. - wyszeptałem. Każde jej słowo tym pięknym głosem sprawiało mi ból.
- Jak to nie?! Nie mogę się przez ciebie podnieść, idioto!- 
- Przepraszam...-
- Teraz to możesz sobie te przeprosiny wsadzić gdzieś... zboczeńcu.- powiedziała. Słodki głos był teraz tak szorstki i zimny, jakby chciała mnie nim zranić. Spojrzałem na nią, nadal nie mogła się podnieść.
- Ja pierd...- zaczęła, ale zamilkła. - Pomóż mi, gniocie! - krzyknęła do mnie. Jak oparzony ruszyłem jej pomóc. 
- I nie jestem żądnym gniotem. Jestem Bogiem, trochę szacunku. - warknąłem co zbiło ją z tropu. Przez chwilę widziałem przerażenie w jej oczach, ale potem zaczęła się śmiać.
- Nie śmiej się! To prawda! - mówiłem, ale ta nie słuchała mnie.
- Tak, tak... a teraz mi pomóż, gówniarzu. - powiedziała już poważnie, ale nadal się delikatnie uśmiechała. W tym momencie miałem ochotę jej to udowodnić, dlatego wykazałem się nieziemską siłą, podnosząc ją. 
- Co ty robisz? Puszczaj mnie! - wrzasnęła. Walnęła mnie pięścią w klatkę piersiową. Na to uśmiechnąłem się pod nosem i patrząc na nią z ulitowaniem.
- Pozwolisz nieść się jakiemuś zboczeńcowi, który wygląda na 16 i nazywa się Bogiem?- spytałem. Walnęła mnie jeszcze mocniej i próbowała się wyrwać, ale widząc, że to na nic, uspokoiła się. Słyszałem jak cicho dyszy.
- Gówniarz...- warknęła. Wyjęła z trochę podartych dżinsów paczkę papierosów z czego wyjęła jednego, chowając resztę z powrotem. 
- Masz ogień?- zadała mi pytanie. Patrzyłem się na to co trzyma w ręce, nie mogłem uwierzyć, że ta dziewczyna chce skrócić sobie życie. Wziąłem głębszy wdech, po czym wypuściłem powietrze, które było dość potężne, by wyrwać z jej uścisku papierosa.
- To nie zdrowe.- odezwałem się. Nagle poczułem ból nie policzku. Dziewczyna właśnie walnęła mnie w policzek.
- Co ty sobie wyobrażasz, gówniarzu? Lepiej mnie wynieś i się pożegnamy, a nie martw się o moje zdrowie! Kurwa... to moje życie, czaisz?- mówiła szorstkim głosem. Uśmiech znikł całkowicie z jej twarzy.
- Okey... ale mam prośbę...- wyszeptałem.
-Czego chcesz, debilu? Wynieś mnie z tego lasu, bo nie ufam ci zboczeńcu!-
-Jak masz na imię?- uśmiechnąłem się. Spojrzała na swoje ręce, które złożyła jak do modlitwy.
- Anna...- wyszeptała.
- Staś.- powiedziałem. Podniosła wzrok zdziwiona.
- Nazywam się Staś i jestem bogiem. Czaisz, czarownico?- zażartowałem.
- Co? Ja czarownicą? Mówi to zboczony bożek.- 
-Malujący.- poprawiłem ją z uśmiechem i zacząłem iść w stronę wyjścia. Przynajmniej tak mi się wydawało, że idę. Moja orientacja w terenie też była słaba.
- Malujący Bóg?- zaśmiała się. - Większej głupoty w życiu nie słyszałam!- Zacząłem się śmiać. Podniosła brew nie widząc, dlaczego się śmieję. 
- O co ci chodzi, zboczony bożku?- spytała.
- Malujący Bóg poznaje straszną Czarownicę.- odpowiedziałem. - To brzmi jak tekst z jakiejś bajki.- 
- Pf... gamoń.- mruknęła. Wtuliła się we mnie, zamykając oczy.
- Tylko mnie zgwałć lub coś, a oberwiesz i to mocno..-mruknęła.- Zboczony... rożku...- dopowiedziała przekręcając słowa zanim zasnęła. 
- Tak, tak, pani czarownico.- wyszeptałem i przyśpieszyłem trochę kroku, ponieważ zaczęło się ściemniać.



Opowiadanie będzie się pojawiało jak najczęściej, minimum 1 na tydzień. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Liczę, że będziesz śledzić dalsze losy Stasia i Anny. :) Do zobaczenia w następnych częściach 1 rozdziału!
Ame