Muzyczka :3

czwartek, 27 listopada 2014

Część 3. Malujący Bóg poznaje straszną czarownicę

Staś
- Modliłaś się.- powiedziałem. Widziałem w jej oczach złość, ale zarumienione policzki wydały ją.
- No i?- warknęła.
- Naprawdę mogłaś się lepiej postarać, w końcu rozmawiałaś ze mną!- zaśmiałem się i zamknąłem okno za sobą.
    Jej mały kremowy pokoik był naprawdę przytulny. Czarne czaszki wymalowane na ścianach sprawiały, że dziwnie się czułem, ale mimo wszystko ciepły brąz szafy przy białych drzwiach po lewej stronie od okna oraz kilka szafeczek w tym samym odcieniu sprawiały, że mógłbym tu zamieszkać. Zauważyłem za Anną łóżko, na którym była porozwalana pościel.
- Spałaś?-spytałem. Usiadła na łoże i złapała się za głowę.
- Daj mi spokój.- powiedziała to tak chłodno, że pomyślałem by domknąć okno, które było już zamknięte, więc nie miało to same. Prawie tak jak wszystko co mówię, ale to już pomińmy.
- Ej...- szepnąłem i ukucnąłem przed nią.
- Dlaczego tak się mnie uczepiłeś?!- krzyknęła, po czym umilkła i zasłoniła sobie usta. Kątem oka zerkała na drzwi, widocznie rodzice byli w domu.
- Naprawdę chcesz o mnie zapomnieć?- zadałem pytanie będąc jak najbardziej poważny.
- Tak! Czy to nie jest oczywiste? Przyczepiłeś się mnie jak rzep psiego ogona!- wstała i podeszła do drzwi.
- Anna...- zacząłem, ale ona już otworzyła drzwi.
- Proszę, ostatnia sekunda.- poprosiłem, podniosłem się.
- Czego chcesz jeszcze? Modliłam się, masz to spełnić. W końcu jesteś Bogiem!- mówiła z pogardą w głosie. Bolało mnie to. Jednak nie dałem sobie poznać po sobie. Zerknęła na mnie przez ramię. Zmarszczyła brwi.
- Mogę cię nazwać swoją przyjaciółką?- spytałem z wymuszonym uśmiechem. Prychnęła.
- Ledwie mnie znasz. Lepiej jeżeli zapomnisz o mnie jak ja o tobie.- powiedziała spokojniej. Nie wierzyłem, że to ta sama osoba, którą spotkałem w lesie. To nie ta dziewczyna, która w każdym zdaniu mnie obrażała. To nie ta dziewczyna, którą niosłem. To była prawdziwa Anna.
- Przepraszam, że zabrałem ci czas. - wyszeptałem. Czułem, że zaraz się popłaczę, ale powstrzymałem się. Nie czas na smutek i płacz, w tym momencie umiera zbyt wielu ludzi niepotrzebną śmiercią, a ja muszę się tym zająć. Podszedłem do okna i otworzyłem je, a ostatnimi słowami, które usłyszałem było:
- Głupi bożek...- 
  Uśmiechnąłem się pod nosem.
   
   Anna
   Siedziałam w parku paląc papierosa. Liście spadały z drzew, ale wiatr wciąż nie dawał im spokoju.
- Upierdliwy...- mruknęłam do siebie. Za chwilę miała przyjść moja znajoma, ale znając ją spóźni się minimum piętnaście minut. Nigdy nie była punktualna, nie ważne czy to była szkoła czy spotkanie paczki. Rozejrzałam się. Było po szesnastej, a więc ludzie przechodzili tu co jakiś czas. 
   Zobaczyłam biegnąca postać z czerwonymi włosami, która kurczowo trzymała swoją czapkę z napisem "#STAR". Miała na sobie brązową, skórzaną kurtkę do bioder, czarną sukienkę, białe rajstopy i czarne glany. Zawsze lubiłam się śmiać z jej strojów, ale mimo wszystko naprawdę wszystko jej pasowała. Zazdrościłam jej tego. Gdy dobiegła do mnie zdyszana rzuciła się na ławkę zabierając mi papierosa.
- Robię postępy.- oznajmiła.
- Mogłabyś się bardziej postarać. Nudziło mi się.- zaczęłam narzekać. Uśmiechnęła się szeroko. W jej zielonych oczach widać było wielkie rozbawienie, a na policzkach widać było czerwone rumieńce, co rozbawiło mnie do tego stopnia, że wybuchłam śmiechem.
- Z czego rżysz?- spytała.
- Ah... nie ważne. Lecimy?-
- Już? Aniu...- Jej oczy zrobił się wielkie jak pięć złoty.
- Inga, ja nie mam zamiaru spóźniać się z tobą.- mruknęłam i wstała podając jej rękę. Poczułam lekki ból w ramieniu. Widoczne ślady po... po czym? Nie mogłam sobie przypomnieć, lecz drążenie tego tematu sprawiało, że głowa mi pulsowała.
- Co jest?- zmartwiła się Inga.
- Nie mów, że się o mnie martwisz.- zaśmiałam się, ale gdy dziewczyna się nie uspokoiła. - Po prostu... boli mnie głowa.- 
- Wytrzymasz, nie?-
- Oczywiście, że tak!- Byłam tego pewna, lecz w moim sercu ciągle coś chciało drążyć temat bólu w ramieniu. 
   Gdy odwróciłam się, by ruszyć zobaczyłam przed sobą postać ubraną w szary płaszcz. Na głowie miał kaptur, ale nadal widziałam szeroki uśmiech. Najprawdopodobniej był to chłopak.
- Anka?- Słowa znajomej wyrwały mnie z transu, a obraz postaci znikł wraz z podmuchem wiatru. Duch? Nie, wątpię, nie wierzę w takie rzeczy. Znalazłam nowy cel? Najwidoczniej tak. Muszę go poznać, mimo że rozum pragnie czegoś innego.  

niedziela, 9 listopada 2014

Część 2. Malujący Bóg poznaje straszną czarownicę

Anna 
   Nie potrafiłam wytłumaczyć mojego zachowania. Zamiast upartej i zimnej dziewczyny, którą byłam pojawiła się dziewczynka, która ufa pierwszemu lepszemu gwałcicielowi. Jednak uczucie spokoju i bezpieczeństwa ciągle siedziało w moim sercu. Zagadkowe zachowanie chłopaka irytowało mnie, ale wciąż chciałam go poznać lepiej i dowiedzieć się o nim więcej. Najprawdopodobniej jest chory psychicznie, gdyż twierdzi, że jest Bogiem, a do tego spada w lesie na bezbronną dziewczynę z drzewa. Wszystko utwierdzało mnie w przekonaniu, że jest on przestępcą. 
   Otworzyłam oczy, otarłam je delikatnie wierzchem dłoni. Cicho mruknęłam. Było mi tak ciepło i przyjemnie, a zapach miodu pomieszanego z farbami tylko wprowadzał mnie w kolejny sen.
- Ocknęłaś się?- usłyszałam dziecięcy głos. Popatrzyłam mu w szare oczy, w których można by dostrzec pochmurne niebo. Jego lekko kręcone włosy były czarne jak smoła.
- Nic ze mną nie robiłeś, co bożku?- spytałam marszcząc brwi. Odsunęłam się od niego. Siedzieliśmy przed lasem oparci od ostatnie drzewo niedaleko dróżki. Tylko księżyc i kilka świeczek dawało światło.
- Świeczki... skąd wytrzasnąłeś świeczki?! Chcesz podpalić las, gnoju?!- wrzasnęłam i silnymi wydechami zagaszałam je. 
- Nie zgaszaj ich!- protestował machając rękami na każdą stronę, jakby nie wiedział co z nimi zrobić.
   Pominęłam fakt, że to dziwne, by miał świeczki w takim miejscu i wstałam. Otrzepałam sobie tyłek. Nie kręciło mi się w głowie ani nic, więc można powiedzieć, że nic mi się nie stało. Nie wiedziałam tylko czemu nie dałam rady chodzić, po tym jak Bożek na mnie spadł. Powinnam chyba być poobijana, a nie tylko niesprawna do poruszania się.
- Żegnaj.- powiedziałam i zaczęłam iść w stronę drogi.
- Hej, czekaj!- krzyknął i złapał mnie za rękę. Odwróciłam się do niego.
- Gwałciciel.- warknęłam. Uśmiechnął się szeroko.
- Spotkam cię jeszcze, czarownico?- spytał i wstał. Gdy otrzepywał sobie spodnie powiedziałam:
- Może kiedyś się do ciebie pomodlę.- szepnęłam i teraz zaczęłam biec w stronę drogi tylko po to, by być jak najdalej od niego.
- Będę czekał!-usłyszałam jeszcze, zanim całkowicie światło z oddali nie zgasło.
- Pfff... debil.- mruknęłam jeszcze do siebie.

Staś 
   Widać było, że Anna nie zachowuje się zbytnio naturalnie, za pewne wszystko przez moją naturę. 
- Malujący Bóg, przy którym ludzie czują się bezpiecznie, ale ich umysł nakazuje uważać. Ludzie to dziwne stworzenia.- zaśmiałem się. 
   Ciemność i sen zapanowały nad światem, a głęboką ciszę przerywały moje kroki.Widziałem prawie każdą rzecz dokładnie, a więc gdy znalazłem się na środku jakiegoś pola, usiadłem. Z mojego podartego płaszcza, który pierwotnie miał kolor zgniłej zieleni, ale teraz było na nim zbyt wiele plam, by móc stwierdzić barwę, wyciągnąłem małą karteczkę, pędzel i kilka farb. Powoli zaczynałem na niej coś tworzyć, a dokładnie wschodzące słońce.
    Obrazek zajął mi kilka godzin, ale gdy w końcu skończyłem, pocałowałem delikatnie kartkę z rysunkiem. Zgniotłem go w dłoni, po czym wyciągnąłem dłoń na wschód.
- Ja, Bóg kolorów i piękna zmieniam ten wszechświat, by góry stały się różowe, słońce niebieskie, a morze czarne. Niech me dzieło stanie się prawdą. - wypowiedziałem formułkę. Poczułem ciepło w środku pięści, a gdy ją rozluźniłem wiatr uniósł proch. Słońce powoli zaczęło wschodzić, a chmury przybrały różne barwy. Kilka kwiatów zniknęło, a wiatr zerwał liście z drzew. Powoli temperatura się zmieniła, a świat się obudził.
- Dla takich warto żyć.- mruknąłem do siebie i wstałem. 
Anna
   Moi rodzice nawet nie zauważyli mojej nieobecności, co akurat mi wcale nie przeszkadzało. Ciągle w myślach widziałam uśmiech Bożka, gdy nazwałam go gwałcicielem. 
- Skończony idiota...- warknęłam i poszłam się umyć. Gdy się ogarnęłam zaczęło wschodzić słońce. Sięgnęłam po mój telefon, było kilka minut po szóstej.
- Tak wcześnie? Eh...- westchnęłam. Nie miałam budzika ni nic, budziłam się sama z siebie, a godzinę sprawdzałam dopiero później.
- Może w końcu nie spóźnię się na autobus.- stwierdziłam i od razu sobie przypomniałam, że dzisiaj sobota.
- Sobota... I ja tak wcześnie wstałam?!- Wskoczyłam znów pod kołdrę do łóżka. 
   Nadal widziałam przed oczami Stasia. Irytowało mnie to niesamowicie, a nie potrafiłam tego powstrzymać. Podniosłam się i przeżegnałam się.
- Ciesz się...- warknęłam po cichu. Nie bardzo pamiętałam jak się modlić, gdyż już dawno nie chodziłam do kościoła, ani nic, więc zamiast jakieś dziwnej formułki mówiłam własnymi słowami.
- Boże... Bożku, czy kim tam jesteś. Chcę przestać myśleć o pewnym głupim gwałcicielu, bo nie mogę spać. Dzisiaj jest sobota, to nienormalne wstawać przed szóstą. Mam nadzieję, że o nim zapomnę.- skończyłam mówić i położyłam się na plecach.
   Nagle usłyszałam pukanie w okno. Podniosłam się, a to co zobaczyłam zatkało mnie. Na przeciwko łóżka było dość spore okno nad pustym biurkiem. Za szybą widać była szeroki uśmiech Bożka.
- Ty...- warknęłam i zła wróciłam do spania.- To tylko sen!- Niemożliwe było, by wdrapał się na drugie piętro... chyba, że jest Bogiem. Pukanie nie ustępowało, aż w końcu nie wytrzymałam. Dosłownie wyskoczyłam z łóżka i otworzyłam mu te głupie okno. Gdy wchodził chłodny wiatr wkradł się do mojego pokoju wraz z nim.
- Czego chcesz, bożku?- warknęłam. Uśmiechnął się szeroko tak jak wtedy, a ja poczułam jak moje policzki płoną. 

sobota, 18 października 2014

Część 1. Malujący Bóg poznaje straszną Czarownicę

Kiedy jesteś małym dzieckiem, mama usypiając cię, opowiadała ci różne historię. Przed snem wyobrażałeś sobie przygody bohatera z bajki. Zawsze pragnąłeś tak jak on przeżywać walki z złą czarownicą, poznać małą wróżkę lub zaopiekować się jednorożcem. Jednak z wiekiem co raz bardziej zatracasz się w rzeczywistości, zostawiając w przeszłości marzenia. Co by się stało, gdyby to wszystkie wróciło do ciebie? A to wszystko za sprawą Boga.

  Staś
  Szedłem właśnie leśną ścieżką, podziwiając jesienne barwy. Liście spadały wokół mnie, słońce delikatnie je oświetlało przez szpary w drzewach. To był początek tej pory roku, a wszystko zmieniło się nie do poznania. Wyjąłem pędzel z kieszonki i zacząłem dotykać nim zielonych jeszcze liści, każdy z nich robił się czerwony, pomarańczowy, żółty, brązowy, a nawet niektóre miały kilka barw. Zaśmiałem się pod nosem i lekko podniosłem głowę do góry. Na szczycie pewnego drzewa nadal było kilka zielonych liści. Od razu uśmiech znikł z mojej twarzy.
- Eh...- westchnąłem. Podszedłem do drzewa i powoli zacząłem się na niego wspinać. Dobrą stroną mojego małego ciałka było to, że łatwiej było mi się wszędzie dostać. Kiedy już dotarłem, z jednym zamkniętym okiem kolorowałem zielone listki. Serce biło mi jak szalone, mimo mojej nieśmiertelności nadal miałem lęk wysokości. Zabawne, prawda? 
  Usłyszałem kroki. Przestraszony chwyciłem się mocniej drzewa, próbując się ukryć. W końcu uświadomiłem sobie, że ludzie i tak mnie nie widzą. Puknąłem się w czoło co było największym błędem jaki mogłem zrobić w tej chwili. Spadałem z dość dużą prędkością, obijałem się o mniejsze gałązki. Nie potrafiłem tego powstrzymać, więc zerknąłem przerażony w dół. Leciałem na jakąś dziewczyną z papierosem. Miała czarną czapkę, skórzaną kurtkę, blond włosy, a więcej nie potrafiłem dostrzec, ponieważ już wtedy poczułem jej zapach. Był piękny, jednak dym wszystko popsuł. Dziewczyna zaczęła się przewracać, co mnie przestraszyło. Normalnie powinienem przeniknąć przez jej ciało. 
  Kiedy otworzyłem oczy, leżałem na niej. Moja twarz była blisko jej, dlatego szybko się odsunąłem. Nie otwierała oczu.
- O nie... - mruknąłem. To niemożliwe bym ją zabił, ale sam fakt, że ją dotknąłem potwierdzało, że w teraz niemożliwe jest możliwe. Nagle wydała jakiś dziwny jęk. Odskoczyłem od niej. Nie wiedziałem co zrobić, dlatego czekałem aż coś się wydarzy.
- Au...- mruknęła. Miała słodki głosik. Poczułem jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. Zaczęła powoli otwierać oczy, a jej dłoń od razu podparła głowę. 
- Co się do cholery...- zaczęła, aż zobaczyła mnie. Przymknęła oczy. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jesteśmy w lesie, ja klęczę obok niej, gdy ta jest nie przytomna.
- Gwałciciel...- powiedziała i zakryła dłonią usta. Jej śliczne zielono-piwne oczy rozszerzyły się. 
- Nie! To nie tak! - krzyknąłem, odsuwając się od dziewczyny jak najdalej. Wstałem i schowałem się za drzewem dokładnie ją obserwując. Jej drobne ciałko trzęsło się, ale w oczach widać było spokój.
- Co ty zrobiłeś? Chciałeś mnie zabić, przestępco? - warknęła, próbowała się podnieść, ale najwidoczniej ból jej nie pozwolił. Chciałem podejść i pomóc, ale spiorunowała mnie wzrokiem dając mi jednoznacznie do świadomości, że nie chce mojej pomocy.
- Nie jestem przestępcą...- mruknąłem cicho, ale dość by usłyszała.
- Chciałeś mnie zabić! - wrzasnęła płosząc ptaki. Patrzyłem jak unoszą się w górę i lecą jak najdalej. Pragnąłem tego samego.
- Nie chciałem, przyrzekam. - wyszeptałem. Każde jej słowo tym pięknym głosem sprawiało mi ból.
- Jak to nie?! Nie mogę się przez ciebie podnieść, idioto!- 
- Przepraszam...-
- Teraz to możesz sobie te przeprosiny wsadzić gdzieś... zboczeńcu.- powiedziała. Słodki głos był teraz tak szorstki i zimny, jakby chciała mnie nim zranić. Spojrzałem na nią, nadal nie mogła się podnieść.
- Ja pierd...- zaczęła, ale zamilkła. - Pomóż mi, gniocie! - krzyknęła do mnie. Jak oparzony ruszyłem jej pomóc. 
- I nie jestem żądnym gniotem. Jestem Bogiem, trochę szacunku. - warknąłem co zbiło ją z tropu. Przez chwilę widziałem przerażenie w jej oczach, ale potem zaczęła się śmiać.
- Nie śmiej się! To prawda! - mówiłem, ale ta nie słuchała mnie.
- Tak, tak... a teraz mi pomóż, gówniarzu. - powiedziała już poważnie, ale nadal się delikatnie uśmiechała. W tym momencie miałem ochotę jej to udowodnić, dlatego wykazałem się nieziemską siłą, podnosząc ją. 
- Co ty robisz? Puszczaj mnie! - wrzasnęła. Walnęła mnie pięścią w klatkę piersiową. Na to uśmiechnąłem się pod nosem i patrząc na nią z ulitowaniem.
- Pozwolisz nieść się jakiemuś zboczeńcowi, który wygląda na 16 i nazywa się Bogiem?- spytałem. Walnęła mnie jeszcze mocniej i próbowała się wyrwać, ale widząc, że to na nic, uspokoiła się. Słyszałem jak cicho dyszy.
- Gówniarz...- warknęła. Wyjęła z trochę podartych dżinsów paczkę papierosów z czego wyjęła jednego, chowając resztę z powrotem. 
- Masz ogień?- zadała mi pytanie. Patrzyłem się na to co trzyma w ręce, nie mogłem uwierzyć, że ta dziewczyna chce skrócić sobie życie. Wziąłem głębszy wdech, po czym wypuściłem powietrze, które było dość potężne, by wyrwać z jej uścisku papierosa.
- To nie zdrowe.- odezwałem się. Nagle poczułem ból nie policzku. Dziewczyna właśnie walnęła mnie w policzek.
- Co ty sobie wyobrażasz, gówniarzu? Lepiej mnie wynieś i się pożegnamy, a nie martw się o moje zdrowie! Kurwa... to moje życie, czaisz?- mówiła szorstkim głosem. Uśmiech znikł całkowicie z jej twarzy.
- Okey... ale mam prośbę...- wyszeptałem.
-Czego chcesz, debilu? Wynieś mnie z tego lasu, bo nie ufam ci zboczeńcu!-
-Jak masz na imię?- uśmiechnąłem się. Spojrzała na swoje ręce, które złożyła jak do modlitwy.
- Anna...- wyszeptała.
- Staś.- powiedziałem. Podniosła wzrok zdziwiona.
- Nazywam się Staś i jestem bogiem. Czaisz, czarownico?- zażartowałem.
- Co? Ja czarownicą? Mówi to zboczony bożek.- 
-Malujący.- poprawiłem ją z uśmiechem i zacząłem iść w stronę wyjścia. Przynajmniej tak mi się wydawało, że idę. Moja orientacja w terenie też była słaba.
- Malujący Bóg?- zaśmiała się. - Większej głupoty w życiu nie słyszałam!- Zacząłem się śmiać. Podniosła brew nie widząc, dlaczego się śmieję. 
- O co ci chodzi, zboczony bożku?- spytała.
- Malujący Bóg poznaje straszną Czarownicę.- odpowiedziałem. - To brzmi jak tekst z jakiejś bajki.- 
- Pf... gamoń.- mruknęła. Wtuliła się we mnie, zamykając oczy.
- Tylko mnie zgwałć lub coś, a oberwiesz i to mocno..-mruknęła.- Zboczony... rożku...- dopowiedziała przekręcając słowa zanim zasnęła. 
- Tak, tak, pani czarownico.- wyszeptałem i przyśpieszyłem trochę kroku, ponieważ zaczęło się ściemniać.



Opowiadanie będzie się pojawiało jak najczęściej, minimum 1 na tydzień. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Liczę, że będziesz śledzić dalsze losy Stasia i Anny. :) Do zobaczenia w następnych częściach 1 rozdziału!
Ame